5 rzeczy, których każdy marketer nauczył się jako pierwszoklasista

Czy zdarzyło Wam się w obliczu kolejnego deadline’a myśleć z rozrzewnieniem o czasach przedszkolnych i szkolnych: pierwszych przyjaźniach, leżakowaniu po obiedzie i dłuuugich wakacjach? Czy jest coś, co poza nostalgią, zostało z tamtych czasów w nas do dzisiaj?

Panta rhei – wszystko płynie, powiedział kiedyś znany filozof*. Podobno wszystko się zmienia. Tymczasem codzienność uczy nas, że wielki myśliciel mógł się mylić.

Dzisiaj będzie trochę o… unikaniu obowiązków. Niech przesiądzie się do pierwszej ławki ten, kto nigdy nie był w poniższych sytuacjach!

* Ci, którzy odrobili lekcje wiedzą, jak się nazywał i mogą już rozpocząć świętowanie weekendu.

Paluszek i główka to szkolna wymówka

Kartkówka ze słówek, sprawdzian z biologii czy odpytywanie pod tablicą z matematyki – każda z tych rzeczy może wywołać głęboką niechęć do pojawienia się przed obliczem nauczyciela. Uczniowie od zawsze prześcigali się w wymyślaniu coraz to bardziej wysublimowanych metod uniknięcia obowiązku szkolnego w stresującym terminie. Do szczególnie popularnych do dziś należy przepłukiwanie ust gorącą herbatą tuż przed mierzeniem gorączki, a nawet… pocieranie oczu mydłem w celu uzyskania wyjątkowo wzbudzającego współczucie wyglądu.

W dorosłym życiu na wypadek nagłych napadów zniechęcenia otrzymujemy możliwość wzięcia urlopu na żądanie. Jednak oczywiście nie we wszystkich kwestiach jest to pomocne.

Od niektórych obowiązków uciec nie możemy, ale staramy się piętrzyć sami przed sobą trudności w ich wykonaniu. Nawet wymyśliliśmy na to ładne słowo – prokrastynacja, a według najnowszych badań już ponad 26% pracowników i studentów twierdzi, że zna je z praktycznej strony. Co więcej, prokrastynacja jest pojęciem szeroko dyskutowanym w kontekście… efektywności w marketingu (i nie tylko) oraz doczekała się własnej mowy w ramach TED.

Z czym masz kanapki?

Szkolne drugie śniadania to z różnych względów temat wrażliwy. Niektórzy ich nie jedli i wyrzucali lub dawali psu woźnego, inni zjadali nie tylko swoje, ale i pozostałych uczniów (niekiedy bez pytania).

Chyba jednak najczęściej wywołującą żywą reakcję rodziców jest grupa uczniów-zapominalskich, którzy w swoich plecakach przeprowadzają mniej lub bardziej świadomie eksperymenty biologiczne. Nietrudno w czasie dobrej zabawy z kolegami na przerwach zapomnieć o czymś tak prozaicznym, jak jedzenie. Dużo dzieci “zapomina” też powiedzieć mamie, że nie lubi żółtego sera. I ogórka. I masła. I że chętnie by zjadły coś innego.

W codziennym wirze pracy, gdy nagły nawał obowiązków spada na nas nie wiadomo, skąd (patrz: prokrastynacja?), często zapominamy, co obiecaliśmy sobie ostatnim razem. I tak po raz kolejny nie wpinamy odpowiednich kodów przed czasem, na ważnego maila odpisujemy na następny dzień, a po niezbędne dokumenty wracamy się z połowy drogi na spotkanie z klientem.

Niektórym zdarza się celowo “zapominać” o istnieniu innych rozwiązań niż te, które do tej pory były stosowane. To może wymagać większego zaangażowania i/lub stresującej rozmowy z szefem lub klientem, których trudno przekonać. Dlatego po raz kolejny odpalają kampanię retargetingową według ustalonego wzorca, bez zgłębiania nowych możliwości… A może by tak poznać i wprowadzić nowe metody?

Pamiętaj, cholero, nie dziel przez zero!

To często ulubiona rymowanka wielu początkujących uczniów. Nie dość, że pozwala zapamiętać ważną i podstępną matematycznie kwestię, to jeszcze umożliwia użycie “brzydkiego” wyrazu przy dorosłych!

Wszyscy pamiętamy zatem, że dzielić przez zero nie można, ale już grono osób pamiętających dlaczego, jest znacznie przerzedzone i nie obejmuje tych, którzy określają siebie jako “humaniści”. Prawdopodobnie żadnemu analitykowi (w szkole: ścisłowiec) nie trzeba wyjaśniać, że w wyniku dzielenia przez zero otrzymujemy sprzeczność, która z punktu widzenia matematyki nie może mieć miejsca, bo prowadzi do błędów obliczeniowych.

Dzieląc przez zero, otrzymujemy wynik, który jest nieskończonością. Nie wchodząc w szczegóły dla tych, którym już przypominają się traumatyczne chwile przy równaniach pod tablicą, podajemy przykład z życia codziennego.

Jeżeli do wykonania jest zadanie, jakim jest przygotowanie prezentacji dla klienta, ale jakoś nie ma chętnego do jego wykonania, to praca dzieli się przez 0 osób. Wynikiem takiego działania (a raczej jego braku) jest nieskończoność – bo tyle będzie trwało, zanim prezentacja ujrzy światło dzienne.

Dlatego: wszystkie ręce na pokład i do pracy! Nawet, jeśli już piątek 😉

Podaj dzienniczek!

W codziennej pracy agencyjnej przygotowywanie raportów, sprawozdań i dokonywanie analiz oraz obliczeń to codzienność. Nie wypełnia ich za nas nauczyciel, jak miało to miejsce w szkole, jednak równie dużo mówią o naszej skrupulatności i obowiązkowości, co szkolny dzienniczek. Nagrodą z pewnością nie będzie też biało-czerwony pasek na świadectwie czy nowy komputer od rodziców, ale systematyczność i pracowitość zostanie doceniona uznaniem przełożonego. I może premią. A już każdy najlepiej wie, jak ją spożytkować dla siebie.

Hokus pokus, czary mary, nie ma szkoły – są wagary!

W pracy na etat o wagary jest trudniej, niż w szkole z internatem. Jednak weekend czy upragniony urlop w wymarzonym miejscu to czas wolny doceniany równie mocno, jak “urwany” z lekcji historii czy chemii. Tym, którzy na wakacjach nerwowo sprawdzają firmowego maila w poszukiwaniu “asapów” i piętrzących się “deadline’ów”: przypominamy, że do pracy wrócą po kilku dniach i nie powinni mieć wyrzutów sumienia. Urlop czy weekend to taki Dzień Wagarowicza – a nieobecność w tym dniu jest zawsze usprawiedliwiona 🙂

Share Button